1 listopada 2012

4


Vera siedziała na swoim biurku i czytała Proroka Codziennego. Nie była zachwycona, lecz wściekła. Po chwili zwinęła gazetę i rzuciła ją na swoje biurko, rozrzucając naokoło wszystkie przedmioty. Zakryła twarz dłońmi i westchnęła. Nagle do pokoju wbiegła Viola.
- Vicka znowu się gdzieś zapodziała. Nie wraca od dwóch godzin.
- I dlaczego znowu zaczyna mnie to denerwować?!  Czyżby znalazła sobie to cholerne mieszkanie i wprowadziła się tam? – warknęła Vera, choć  nie było to do Violi.- Ech, lepiej zacznijmy ją szukać. Przynajmniej będzie to lepsze, niż siedzenie i czytanie tego badziewia.
- Też czytałam – mruknęła Viola i zeszła za siostrą do kuchni.
- Jeśli jej nie znajdziemy, wcale nie będę się nią przejmować – warknęła Vera, chwytając gwałtownie za poły swojego płaszcza, wychodząc z domu całkowicie wściekła.
                Viola próbowała za nią nadążać, lecz nigdy nie lubiła wszystkiego robić na szybko. Chcąc ulżyć sobie i siostrze, chwyciła ją za rękę i w momencie transportowały się w miejsce, gdzie nagle wskoczyła na nie zgraja ludzi. Znajdowały się na  Ulicy Pokątnej.

            Syriusz siedział na ławce w głównym hollu Ministerstwa Magii , paląc papierosa i czekając na swojego przyjaciela. Z nudów obserwował ludzi, którzy go mijali, czasami śmiejąc się z ich dziwnych, zabawnych ubrań. Chcąc, nie chcąc był w centrum zainteresowania, bo każda przechodząca osoba  spoglądała na niego. Kiedy twarz Syriusza stała się rozpoznawalna, niektórzy omijali go szerokim łukiem lub po prostu ,ku radości Syriusza, uciekali w popłochu. Pozostała grupa była nudna i jakby to określił Lupin „rozsądna”, ponieważ zwyczajnie obok niego przechodzili. Niech się cieszą, że jest w zabawowym nastroju, skory do żartów i robienia psikusów.
                Nagle nad jego czołem zawisła twarz Remusa, który ze swoim znanym wyrazem twarzy „znów muszę się wszystkim zająć” spoglądał na Syriusza. W ręku trzymał gazetę, a w drugiej jakieś pismo z widocznym wielkim podpisem Kingsleya.
- Co, Lupinku – mruknął Syriusz, który rozłożył się wygodnie na ławce.- Skończyłeś rozmawiać z Ministrem?
- Tak, Syriuszu i uwierz, że także się przejął i zdążył powiadomić już większą część personelu i urzędników. Rozpoczyna się śledztwo.
- Od czego zaczynacie? – zapytał  wielce znudzonym głosem.
- Od przeszukania Azkabanu i ustalenia daty ich ucieczki. Może byli jacyś świadkowie – odpowiedział Lupin posłusznie, jak dawniej, kiedy zawsze zgłaszał się na lekcjach. Zignorował minę Syriusza.- Mógłbyś też się zainteresować. To przecież Śmierciożercy. Powtórka z rozrywki!!
- Już nikt się tym nie interesuje – prychnął Black.- Komu chciałoby się kontynuować wolę Czarnego Pana? – dodał, robiąc przy tym śmieszną minę i wstał, biorąc Remusa pod ramię.- Przyjacielu, co ty na to, by zrobić imprezę w Norze? Wszyscy się zjadą.
- Obawiam się, że trzeba będzie zwołać spotkanie Zakonu Feniksa, Syriuszu – powiedział trzeźwo Lupin i uwolnił się z uścisku przyjaciela.  
- Jak tam chcesz – warknął, co przypominało raczej szczeknięcie.
- Chcę, byś się zjawił – w oczach Remusa pojawiła się litość, a w głosie Black wyczuł prośbę.
                Syriusz chwilę się zastanowił, patrząc w te znane, błękitne oczy.
- Dobra, dobra – powiedział zrezygnowany.- Ale wiesz, znając mnie.. na pewno impreza będzie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz