Vera siedziała na swoim biurku i
czytała Proroka Codziennego. Nie była zachwycona, lecz wściekła. Po chwili
zwinęła gazetę i rzuciła ją na swoje biurko, rozrzucając naokoło wszystkie
przedmioty. Zakryła twarz dłońmi i westchnęła. Nagle do pokoju wbiegła Viola.
- Vicka znowu się gdzieś zapodziała. Nie wraca od dwóch
godzin.
- I dlaczego znowu zaczyna mnie to denerwować?! Czyżby znalazła sobie to cholerne mieszkanie i
wprowadziła się tam? – warknęła Vera, choć
nie było to do Violi.- Ech, lepiej zacznijmy ją szukać. Przynajmniej
będzie to lepsze, niż siedzenie i czytanie tego badziewia.
- Też czytałam – mruknęła Viola i zeszła za siostrą do
kuchni.
- Jeśli jej nie znajdziemy, wcale nie będę się nią
przejmować – warknęła Vera, chwytając gwałtownie za poły swojego płaszcza,
wychodząc z domu całkowicie wściekła.
Viola
próbowała za nią nadążać, lecz nigdy nie lubiła wszystkiego robić na szybko.
Chcąc ulżyć sobie i siostrze, chwyciła ją za rękę i w momencie transportowały
się w miejsce, gdzie nagle wskoczyła na nie zgraja ludzi. Znajdowały się
na Ulicy Pokątnej.
Syriusz siedział na ławce w głównym hollu Ministerstwa Magii
, paląc papierosa i czekając na swojego przyjaciela. Z nudów obserwował ludzi,
którzy go mijali, czasami śmiejąc się z ich dziwnych, zabawnych ubrań. Chcąc,
nie chcąc był w centrum zainteresowania, bo każda przechodząca osoba spoglądała na niego. Kiedy twarz Syriusza
stała się rozpoznawalna, niektórzy omijali go szerokim łukiem lub po prostu ,ku
radości Syriusza, uciekali w popłochu. Pozostała grupa była nudna i jakby to
określił Lupin „rozsądna”, ponieważ zwyczajnie obok niego przechodzili. Niech
się cieszą, że jest w zabawowym nastroju, skory do żartów i robienia psikusów.
Nagle
nad jego czołem zawisła twarz Remusa, który ze swoim znanym wyrazem twarzy
„znów muszę się wszystkim zająć” spoglądał na Syriusza. W ręku trzymał gazetę,
a w drugiej jakieś pismo z widocznym wielkim podpisem Kingsleya.
- Co, Lupinku – mruknął Syriusz, który rozłożył się wygodnie
na ławce.- Skończyłeś rozmawiać z Ministrem?
- Tak, Syriuszu i uwierz, że także się przejął i zdążył
powiadomić już większą część personelu i urzędników. Rozpoczyna się śledztwo.
- Od czego zaczynacie? – zapytał wielce znudzonym głosem.
- Od przeszukania Azkabanu i ustalenia daty ich ucieczki.
Może byli jacyś świadkowie – odpowiedział Lupin posłusznie, jak dawniej, kiedy
zawsze zgłaszał się na lekcjach. Zignorował minę Syriusza.- Mógłbyś też się zainteresować. To przecież
Śmierciożercy. Powtórka z rozrywki!!
- Już nikt się tym nie interesuje – prychnął Black.- Komu
chciałoby się kontynuować wolę Czarnego
Pana? – dodał, robiąc przy tym śmieszną minę i wstał, biorąc Remusa pod
ramię.- Przyjacielu, co ty na to, by zrobić imprezę w Norze? Wszyscy się zjadą.
- Obawiam się, że trzeba będzie zwołać spotkanie Zakonu
Feniksa, Syriuszu – powiedział trzeźwo Lupin i uwolnił się z uścisku przyjaciela.
- Jak tam chcesz – warknął, co przypominało raczej szczeknięcie.
- Chcę, byś się zjawił – w oczach Remusa pojawiła się
litość, a w głosie Black wyczuł prośbę.
Syriusz
chwilę się zastanowił, patrząc w te znane, błękitne oczy.
- Dobra, dobra – powiedział zrezygnowany.- Ale wiesz, znając
mnie.. na pewno impreza będzie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz